Statystyki

"Koniec świata Templariuszy" - w podróży przez początek końca tajemniczego zakonu


Dziś przychodzę do Was z recenzją powieści "Koniec świata Templariuszy" Bogusława Chrabota. Zatem zanurzcie się wraz ze mną w świecie średniowiecznej Francji gdzie jednostka jest w stanie przekreślić istnienie całego stowarzyszenia, gdzie wielka polityka rozgrywa się na naszych oczach, a wielki Zakon można zmiażdżyć w oczach ludu podłymi plotkami i pomówieniami.

Od jakiegoś czasu cierpiałam na niedostatek dobrych powieści historycznych osadzonych w moim ukochanym średniowieczu i wtedy cały na biało wszedł Pan Chrabota ze swoją najnowszą powieścią. Pełną mężnych rycerzy, niezrównoważonych władców, bezwzględnych szpiegów i zakonników, których rzeczywistość runęła z dnia na dzień. Z wspólnoty stanowiącej synonim cnót, do której zwracali się z potrzebą zarówno malutcy jak i wielcy stali się synonimem największego grzechu i zła.

Jest to dość chaotyczna ale przy tym niesamowicie wciągająca i dająca do myślenia powieść. Kartki wprost same się przewracają w gorączkowym śledzeniu przygód naszych bohaterów. Nigdy człowiek nie wie czy tym razem nieznajomy spotkany na szlaku przez głównego bohatera to przyjaciel, który wspomoże go w drodze czy też kat, który sprzeda jego życie w ręce Króla Filipa za parę złotych monet. W toczącej się dyplomatycznej bitwie między Papieżem, a Królem, której tematem jest teraźniejszość jak i przyszłość zakonu nie można ufać nawet własnej rodzinie...

Początek jest dość questowy, idź do tego porozmawiaj z tamtym ale z każdym rozdziałem akcja nabiera tempa i zaczyna się już toczyć wartkim strumieniem zdarzeń, które niezmiennie zaskakują czytelnika. Jest tu też zawarta masa wiedzy historycznej zarówno o samym zakonie, jak i o przeszłych krucjatach czy politycznych zawiłościach i zażyłościach między państwami Europy tamtego czasu. Mimo, że akcja osadzona jest we Francji to nie jest to historia dziejąca się w próżni gdyż autor naświetla nam stosunek ościennych władców do przedstawianych wydarzeń.

Przez całą powieść zastanawiałam się skąd wzięła się ta wielka nienawiść Króla Filipa do naszego skromnego Henryka, a odkrycie tej tajemnicy pod koniec książki totalnie mnie zaskoczyło i się go nie spodziewałam. Do końca też łudziłam się, że zatryumfuje prawda i sprawiedliwość ale niestety były to moje płonne nadzieje.

Mimo, że dość powoli czytało mi się tą powieść to po każdym odłożeniu jej zastanawiałam co się dalej wydarzy, jakie tym razem zadanie przygotuje dla naszego Henryka wielki mistrz zakonu Jakub de Molay, kogo nasz bohater napotka na swojej drodze oraz jak potoczą się jego losy. 

Mam tylko jedno ale do tej książki, a mianowicie brak przypisu na początkach rozdziałów z czyjej perspektywy w tym momencie śledzimy historię co wprowadza sporo niejasności i myli człowieka gdy np. dopiero pod sam koniec rozdziału pojawia się imię naszego bohatera.

Była to bardzo przyjemna, wciągająca i pouczająca powieść. Jako, że to było moje pierwsze spotkanie z twórczością autora z pewnością sięgnę po jego wcześniejsze jak i przyszłe powieści.


Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Zysk i S-ka.

Komentarze

Popularne posty